Ciemno, głucho i na dziś już nic mi się nie chce.
Ekstremalne emocje, adrenalina, dziki krzyk, podniecenie, zapach mamony, złość przegranych i uśmiech zwycięzców... jednym słowem gra w BINGO! ze znajomymi swoje robi, wyzwala najdziksze instynkty i temu podobne dyrdymały.
- Hej... to, w co my graliśmy to był hazard? - zapytał Wiktor - Niesłychane emocje. Tak mi się ciepło zrobiło.
W jego głosie czuć było drwinę, uśmiechnęliśmy się.
- To się nazywa adrenalina. - odparłem.
Dalej było już rutynowo. Skończyło się darmowe piwo, które smakowało jak... no właśnie, jak co? Trochę lepsze od mentosów o smaku jogurtu, to pewne. Można to chyba właśnie w ten sposób określić... tak jakbyś kupił(a) jedne mentosy owocowe, a drugie jogurtowe. Smak lasu vs smak wymiocin. Może dlatego dawali (piwo, nie mentosy) za darmo. No więc było rutynowo. Park, piwo, śmiechy chichy, różne masze anegdotki życiowe (ja już nie piłem - straszne). Potem dziewczyny się rozeszły do domów, tudzież hoteli bądź innych noclegowni, a mężczyźni - sztuk dwie - po wypełnieniu męskiego obowiązku, rozproszyli się po własnych piwnicach.

|